Saturday, August 15, 2015

I co to zmieni? Oczywiście, że nic.

Autor bloga Pochodne Kofeiny zastanawiał się jakiś czas temu na Facebooku czemu ludzie często zakładają, że to, co robią musi coś zmieniać, czemu nawołują go do tego, żeby więcej "walczył" albo kwestionują jego (i innych) działalność zarzucając mu niską skuteczność ideologiczną. To ciekawy punkt wyjścia do refleksji nad kompleksem mesjasza oraz wybujałym przekonaniu o własnej wyjątkowości oraz potędze swojego wpływu, z którym każdy człowiek w jakimś stopniu i z różnymi efektami się zmaga. 
Można się kłócić, że taka ludzka natura i nie ma co kombinować, można obwiniać system edukacji i wychowanie oparte na zewnętrznej motywacji, albo zwalać na szkodliwą literaturę promującą megalomanię i efekty bez poświęceń i wysiłku. Niezależnie od przyczyn powszechny jest problem, że nikomu nic się nie chce, jeśli praca nie przyniesie jakichś nadzwyczajnych efektów, chwały i zmiany w świecie. Każde zabarwione przekonaniami zdjęcie musi spełniać rolę w uświadamianiu społeczeństwa (to nie laska z nadwagą na wakacjach, to odważny głos w debacie o standardach piękna!), każda publikacja ma, niczym w wyobrażeniach niektórych teologów, bezpośrednio wpływać na przechylanie szali w walce dobra i zła o Ziemię i ludzkość.
Jasne, szczytnym zamiarem jest pragnąć się przysłużyć sprawie, w którą się wierzy. Ale nie zmienia to faktu, że wpływ zdecydowanej większości jednostek jest znacznie mniejszy i mniej trwały niż sądzą. I nie ma w tym nic złego. Tak samo jest z życiem. Nawet ludzie, którzy kpią z mrzonek o różnych formach zaświatów oswajają lęk przed przemijaniem snami o posągach trwalszych niż ze spiżu. Gdyby wszyscy założyli, że i tak nie ma sensu się starać, bo wszystko ma tak małe znaczenie w perspektywie wieczności i kosmosu, nic nigdy by się nie zdarzyło, a przecież jedną z podstawowych cech człowieczeństwa jest nietrwałość oraz jednocześnie chęć przetrwania, tworzenia, komplikowania, dociekania i okłamywania samych siebie.
Dlatego, paradoksalnie, uświadomienie sobie swojej małości nie powinno powstrzymywać wysiłków i kreatywności. Za to mogłoby to powstrzymać ludzi przed podcinaniem sobie i innym skrzydeł w pogoni za marzeniami o zmianie i własnej wizji świata.
Upolitycznione publikacje zwykle nikogo nie nawrócą, ale poszerzą punkt widzenia ludzi, którzy zamiast tylko krzyczeć hasła chcą też coś wiedzieć. Zdjęcia osób niespełniających standardowych kryteriów piękna nie zmienią przekonań osób, którzy patrzą na bliźnich jak na kawałek mięsa, ale może pomogą ludziom podobnym do tych ze zdjęć poczuć się pewniej w przestrzeni publicznej.
Wygląda na to, że wszyscy traktujemy się zbyt poważnie.

Wednesday, August 5, 2015

O tym, kto ma prawo mówić co jest piękne

Wszyscy wiedzą jak złe i straszne są magazyny dla kobiet (i mężczyzn, ciekawe, że większość wolnych od gówna magazynów nie jest przypisana odbiorcy na podstawie płci), cały biznes urodowo-modowy i generalnie konsumpcjonizm wciskany każdemu człowiekowi na Ziemi w każdą dziurkę od urodzenia do śmierci. Mówią nam co jest piękne i co jest akceptowalne, a kto powinien z powodu swojego wyglądu dostać ciężkiej depresji, pogodzić się z absolutną porażką i przepraszać za swoje istnienie (większość ludzi). Nierealistyczne kanony piękna to spory problem, ale coś jeszcze jest problemem - mówienie ludziom co jest piękne za pomocą manipulacji.
Tyle wszędzie płaczu i rozdzierania szat, że jakimś cudem opcja A (którą my reprezentujemy/preferujemy) nie jest powszechnie uważana za jedyną i słuszną, w przeciwieństwie do opcji B.  Moglibyśmy uniknąć całego tego pierdolenia, gdybyśmy sobie raz a porządnie uświadomili ile głębokiej prawdy jest w angielskim powiedzeniu, że piękno jest w oczach tego oto gościa:  

autor: www.washburnart.com
Jeśli psychomanipulacja nie jest jednak według kogoś spoko, ta osoba nie powinna usiłować wbijać innym do głowy, że coś, nieważne czy to skóra z fotoszopa czy śmiertelne stadium cellulitu, jest piękne i koniec. 
Kolejny dzień, kolejny projekt o pięknie grubych kobiet. I fajnie, każdy powinien móc sobie zapozować do zdjęć jeśli ma ochotę, a nawet jeśli jakimś cudem te zdjęcia przebiją się przez mainstream obrazów konwencjonalnej urody (tak wszechobecnej, że nikt już nie dostrzega obecności nagich idealnych brzuchów, nóg i cycków towarzyszących codziennym czynnościom) i kogoś obrzydzą, to moim zdaniem dobrze. Nie ma sensu się rozczulać nad ludźmi, którzy brzydzą się ludzkim ciałem, jedynym zagrożeniem jest, że pobudzą swój umysł do reakcji, albo się przyzwyczają (no i nie zapominajmy, że większość osób ciężko straumatyzowanych widokiem legginsów xxxxl świetnie się bawi oglądając na yt filmy o śmiesznych grubasach na bieżni). 
JEDNAK
Super fajnie, że te kobiety czują się piękne. Już ustaliliśmy w czyim oku jest piękno. Ale to oznacza też, że ani Vanity Fair, ani ten projekt nie powinien rościć sobie prawa do narzucania ludziom odczuć estetycznych. Przekrzykiwanie się "TO jest piękne, czemu tego nie widzisz?" "nie jesteś piękna/to co uważasz za piękne jest brzydkie" nie ma sensu. Jeśli będę uważać za piękne tylko antropomorficzny drób domowy w bikini z mojego ulubionego hentaja nie będę automatycznie odmawiać modelkom z kacheksją ani dziewczynom w bikini szytym z namiotu cyrkowego dobrego samopoczucia. Po prostu zostawcie mnie samą z moim laptopem na jakiś czas. 

empoderarteme.tumblr.com
Kiedyś w dyskusji o tym czy kobiety mają czy nie mają prawa do włosów pod pachami jakiś facet na youtubie powiedział coś naprawdę sensownego. Powiedział że ich prawo do robienia ze swoim ciałem wszystkiego na co mają ochotę, włączając w to transformację w Chewbackę, i jego prawo do uznawania ich (bez mówienia im tego, wykrzykiwania na ulicach i obrzucania maszynkami do golenia) za zwyczajnie nieatrakcyjne, nie wykluczają się nawzajem. Po prostu on nie będzie rościł sobie prawa do nakazywania im golenia, a one nie będą sobie rościły prawa do zmuszania go, aby uznał zarośniętą pachę za bardziej lub równie atrakcyjną w stosunku do wydepilowanej pachy. Proste, genialne, zadziwiająco trudne do przyjęcia.

Wednesday, July 29, 2015

Empatyczne lincze

 Disclaimer: nie jestem jedną z osób, które gardzą wegetarianizmem i obroną zwierząt bo "Bóg uczynił Ziemię poddaną człowiekowi" i nie jestem bezdusznym (acz uduchowionym) konserwatystą-skurwielem. Piszę o zjawisku, które obserwuję wśród obrońców zwierząt, którzy w zdecydowanej większości robią cudowną robotę.


Wiadomo, człowieka można poznać po jego stosunku do zwierząt. Myślę, że nawet już nie chodzi tak bardzo o empatię, ale o normalne, instynktowne reakcje. Jesteśmy ewolucyjnie skłonni do reagowania wzruszeniem i chęcią ochrony wobec małych, słodkich bezbronnych stworzeń. Kotków. Piesków. Kaczuszek. Czystych i cichych niemowlaków. Łatwo rozpoznać socjopatę po jego satysfakcji z cierpienia małych stworzeń. Słyszysz jak taki się chwali jak rozdeptał kociaka i już wiesz że od psychola trzeba się trzymać z dala.
Co mnie zadziwia, to łatwość z jaką niektórzy (NIEKTÓRZY) empatyczni obrońcy zwierząt stają się kipiącymi agresją maszynami do odwetu wobec krzywdzicieli zwierząt. Albo, co gorsza, nawet nie krzywdzicieli.
Sprawdza się stara zasada, że oberwie nie ten, co zaniedbał albo zrobił źle, ale ten, co się wychylił. Pomagający zwierzętom potrafią ukamienować kogoś, kto włożył dużo czasu i starań w bardzo konkretne i potrzebne działania, ale według nich robił za mało albo źle. 
Pewna fundacja publicznie (na FB) krytykowała postawę wolontariuszki, która zaoferowała wożenie kotów samochodem do weterynarzy, na własny koszt (co jest bardzo potrzebne, zwłaszcza zimą), ale nie dom tymczasowy. Na nic tłumaczenia, że sytuacja rodzinna uniemożliwia jej taką formę pomocy, więc oferuje inną (jakby w ogóle musiała się tłumaczyć). Słowa takie jak "egoistka" padają bez oporów ze strony ludzi, którzy niekoniecznie sami cokolwiek zaoferowali.
Sytuacja z dzisiaj - zrozpaczona kobieta próbuje się tłumaczyć na stronie fundacji, która przedstawia sytuację tak:

...Jeżeli chcesz adoptować psa, a zaraz go oddać to nawet nie przyjeżdżaj, nie rób nadziei!
...Aramis po raz kolejny stał się psem bezdomnym...!!! Bo sika? ...Bo ma prawo! Jest psem starym! ...ręce mi opadają! Żal psa. Cholernie żal.

SZUKAMY ODPOWIEDZIALNEGO WŁAŚCICIELA!
Aramis jest starszym psiakiem, zdarza mu sie popuścić mocz.
Babeczka próbuje tłumaczyć, że pies nie popuszcza, a sika (i nie tylko) po całym mieszkaniu, gdzie raczkuje jej dziecko i że zrobiła co mogła (i do czasu znalezienia lepszego miejsca ma go u siebie). Nikogo nie obchodzi w tej sytuacji co czuje człowiek, który poświęcił kupę (hehe) czasu, troski i pieniędzy na zadanie, które okazało się niewykonalne.

Ludzie to hieny.
ja pierdziele...to niech sobie kupią na baterie wtedy będzie biegał szczekał i siadał na zawołanie!!!!!!!!!!!!!!!!!zła jestem na maxa!
szlag !!!!! co za gnojki, a nie ludzie..... zgubili psa, potem lans na FB a teraz zwrot??? Reklamacja??? kipię ze złości !!! jak spotkam te potwory, to nie ręczę za siebie !!! ponoć mieszkają na Jeżycach w Poznaniu....
Niech ich szlag trafi...
Ludzie są okrutni, ale kiedyś sami będą mieli taki problem..    
- powiedzieli ludzie, którzy nie kiwnęli palcem, żeby ten pies miał lepiej. 

 Kiedyś widziałam też jak kobieta, którą zostawił mąż szukała domu dla wspólnych kotów (bo on do szukania ani dalszej opieki się nie poczuwał) została podobnie zwyzywana, że PRZYJACIÓŁ SIĘ NIE ODDAJE. Lasce się życie posypało, musiała się wyprowadzić itd, ale w tej sytuacji najważniejsze powinno być zatrzymanie przy sercu sierściuchów. Nie rozważała nawet uśpienia ich czy podobnie drastycznych kroków. Dotychczasowy drugi współwłaściciel oczywiście nie został uznany za porzuciciela, bo porzucił nieaktywnie.
Tak samo surowo ocenia się ludzi, którym po adopcji zwierząt rodzą się dzieci, u których potem stwierdza się alergię i zaczynają rozważać oddanie komuś psa lub kota (bo mimo dobrych chęci oddanie dziecka jest jednak prawnie utrudnione).
Śmieszne zdjęcie (mojego) kota, żeby nie było samego tekstu

Reakcje podobnie agresywne (i pełne agresywnej interpunkcji) często wywołują osoby, które faktycznie bezpośrednio robią krzywdę zwierzętom. Na przykład myśliwi. Jest to kwestia dyskusyjna na wielu płaszczyznach i nie będę tu wnikać szczególnie w racje za i przeciw polowaniu. Chodzi o styl. Obrońcy saren i dzików kipią niewiarygodną wściekłością, z lubością odnoszą się do domniemanej wątpliwej sprawności seksualnej myśliwych oraz dużo czasu poświęcają fantazjom o ich mordowaniu i torturowaniu.
W obu sytuacjach problemem jest łatwość i gorliwość w wymierzaniu ciosów, gdy jest pretekst. Czuję się nieswojo słysząc takie rzeczy od osób, które podobno gardzą przemocą. To znaczy, chyba musi być jakiś sposób, żeby walczyć z krzywdą zwierząt bez nawoływania do samosądów i trafiania rykoszetami ad hominem niewinnych ludzi. 


Monday, July 13, 2015

Propaganda część I [tekst gościnny]


Zawsze przeżywam, że szersza perspektywa i różne punkty widzenia są takie potrzebne. Nie, nie mam tu perspektywy konserwatywno-ojczyźnianej. W razie czego wszyscy przecież wiemy, gdzie takich szukać. Za to chciałabym się podzielić trochę innym odcieniem części spektrum, w której sama zwykle operuję. Tekst gościnny - Krzysztof "Labalve" Kułak. Zapraszam i polecam.
.....................................................................................................................


"Jak ustawa, nad którą teraz obradujemy, ma się do roku 2015, jako roku świętego Jana Pawła Drugiego?”  pyta senator Dorota Czudowska, podczas dyskusji na temat ustawy o in vitro.

            Gdy widzę co kościół katolicki robi z Polską, budzi się we mnie jakiś cień patriotyzmu. Budzi się i płacze.

            Kato-propaganda zasiedziała się już tak głęboko w głowach Polaków, usiadła swoim tłustym cielskiem tak bezwstydnie na oczach wszystkich, że większość z nich nawet nie próbuje ponad nią spoglądać na świat, który zasłania.

            Piszę „kato-propaganda” nie bez cienia ironii, ale wymierzonej jak najbardziej w Kościół katolicki właśnie. Ludzie Kościoła tak bardzo przyzwyczaili społeczeństwo do swojego wszędobylstwa, że, gdy ktoś mówi dziecku, że nie wierzy w Boga, staje się propagatorem ateizmu, ale gdy dziecko jest zmuszone by dwie godziny w tygodniu spędzać na parodii przedmiotu szkolnego, jakim jest lekcja religii, to po prostu naturalny stan rzeczy.

            Jeśli geje domagają się akceptacji swoich praw, jest to nacisk, czy terror mniejszości. A chciałbym zauważyć, że z przywilejów podatkowych nie korzystała przez te wszystkie lata wcale ta katolicka większość, słynne 99 czy ile (nieistotne, bo i tak jest to liczba istniejąca tylko na papierze, o czym KK doskonale wie, ale nie przestaje korzystać z tego jako argumentu*) procent, tylko mniejszość cwanych biznesmenów, którzy za możliwość prowadzenia absurdalnie korzystnych interesów i sprzeniewierzanie pieniędzy prostych ludzi, przehandlowali jedynie możliwość wydawania tych pieniędzy na zbytni hedonizm w miejscach publicznych.

            Bezczelność KK przeniknęła głęboko do podświadomości Polaków. Polaków, narodu mistrzów świata w wyszukiwaniu cudzych przywilejów i zazdroszczenia sąsiadom, a jednak ludzi niezdolnych do odłączenia się od machiny dojącej, podsuwającej otępiającą paszę.

            W rezultacie mamy Krystynę Pawłowicz i jej podobnych, polityków, ludzi z poważnymi tytułami naukowymi, którzy z mównicy sejmowej krzyczą, że prawo ludzkie nie może stać nad prawem boskim, czy w sądzie przeciwko swoim byłym bliskim używają argumentów takich jak „moja była małżonka nie chodziła do kościoła”. I prezydenta, który podczas poważnej debaty broni swoje dawne projekty ustaw, zarzucając oponentowi brak szacunku dla poglądów politycznych Jana Pawła Drugiego.

            Panie Prezydencie: Jan Paweł Drugi jest, ex- z przyczyn oczywistych, politykiem kraju, który nie zapewnia nam żadnych korzyści gospodarczych i nieszczególne polityczne.** Nie jest ogólnie uznanym autorytetem politycznym, autorytet moralny zbudował na pochwałach bardziej, niż na czynach, bo operował ciągle w granicach już ustalonych przez innych watykańskich polityków. Czemu polityk Polski ma obowiązek wdrażać, czy chociaż aprobować jego poglądy?

            Rozumiem, że katolicy to grupa ludzi, którzy posiadają swoje prawa. Ale prawa mają ludzie, nie religie. Możecie uznawać swoje święte prawa, ale nie są one nadrzędne dla innych i nie stanowią one punktu wyjścia ocen moralnych dla wszystkich ludzi żyjących w tym kraju. Ateista nie ma obowiązku czuć się źle z faktem, że jest ateistą. I może głosić swój ateizm tak samo jak wy głosicie swój teizm. I nie, wcale nie czyni go to obłudnym. Fakt, że nie wierzysz w żadnego boga, nie sprawia, że musisz milczeć na ten temat.

            Postulaty katolickich organizacji i polityków rzadko kiedy dotyczą zapewniania praw katolikom, bo oni mają już praktycznie... wszystkie? Wszystkie, w tym prawa do ograniczania wolności innych ludzi, które chcą jeszcze bardziej poszerzyć.

            Ale dobrze, niech katoliccy politycy kontynuują walkę o to, czego chcą ich wyborcy. Taka jest ich rola. Ale proszę, przestańmy udawać, że to wszystko się z góry katolikom należy.



______________________
* Jeżeli korzystasz z kłamstwa by szkodzić np. mniejszościom religijnym lub seksualnym, to jest to łamanie ósmego przykazania, czy mniejszości religijne i seksualne z definicji nie są „bliźnim twoim”?

** Kraju, z którym wiążą nas relacje sprawiające wrażenie, jakby Polska była terytorium zależnym Watykanu, a może, sam nie wiem, relacje dobrowolnej okupacji?

Sunday, July 12, 2015

Ała, stoisz na mojej delikatnej męskiej dumie

Tak na początek polecam posłuchać tego.
Trafiłam na doskonałą stronę humorystyczną. Męscy aktywiści męskich praw zawsze mnie zastanawiają. Nie jestem pewna stopnia, w którym wierzą w to, co mówią. Są jak odpowiednik najbardziej idiotycznego feminizmu, tylko ze zmianą płci i bez rozsądniejszych odłamów. Możliwe, że dlatego, że rozsądni mężczyźni zdają sobie sprawę, że od stuleci znajdują się zdecydowanie na wygranej pozycji. Albo wierzą w swoją męskość (jak tylko życzą ją sobie interpretować) i nie sądzą, że nakarmienie łyżeczką własnego dziecka ich wykastruje.

Trafiłam na uroczy post Partii Mężczyzn. Oto najciekawsze fragmenty:


Obecna narracja medialna (która ma ogromną siłę i potrafi z normalnego człowieka zrobić komunistę) w kontekście roli mężczyzny w rodzinie najkrócej rzecz ujmując namawia go do zostania matką. "Mężczyzno zmywaj naczynia! Rób pranie! Zmieniaj pieluchy, nie bądź zacofanym i złym ojcem!"
Oczywiście korona mężczyźnie z głowy nie spadnie jeśli umyje podlogę jednak ciągłe stawianie mężczyzn w kobiecych rolach wydaje mi się wywoływać niezadowolenie wśród obydwu płci.
Nie, proszę, natychmiast przestań wywoływać we mnie niezadowolenie myjąc naczynia po obiedzie, który gotowałam wczoraj w nocy zanim poszłam na ranną zmianę do roboty. I przepraszam za "natychmiast" - nigdy nie powiedziała żadna żona.

Nie musimy uczyć syna władać dzidą, mieczem, muszkietem? Dobrze, ale zamiast tworzyć "nowy model mężczyzny " dla dobra ideologii, może lepiej dla dobra dzieci i kobiet przekonywać współczesnych "Piotrusiów Panów", że dobry ojciec pilnuje by syn nauczył się samoobrony? 
 Skoro niepotrzebne polowanie - może współczesny mężczyzna wciąż musi dbać o to, aby jego dzieci w teraźniejszości i przyszłości miały co jeść?
 Myślałam, że praca w celu pozyskiwania środków na życie jest powszechnie uznawana za normalne zachowanie wszystkich (zwłaszcza matek i ojców), ale widocznie to jakiś niesamowity męski wyczyn.

Nie musimy mieć zamku, płytowej zbroi, ani orać pola, lecz wciąż musimy zakładać alarmy, dobre okna i konta w stabilnych bankach.
Jak wyglądałby ten świat, gdyby kobiety zyskały uprawnienia do korzystania z usług bankowych?

Czy w związku z tym, że tradycyjnie kobiece obowiązki stały się dużo łatwiejsze, spotkaliście się kiedyś z grzmieniem dziennikarzy głównego ścieku pt. "Kobieto! Sama napraw swój samochód!" i argumentami w stylu "Skoro masz jedno dziecko, a nie ośmioro, to możesz sobie sama Windowsa zainstalować.
No to by była gruba przesada, żebym ja, delikatna ikona kobiecości miała sobie sama ogarniać komputer?

Jest to przykład tego, jak można pociągnąć długi, wewnętrznie spójny wywód, który jednak oparty na słabych przesłankach jest po prostu śmieszny.
Ciekawi mnie środowisko, w którym obraca się autor, skoro twierdzi, że kobietom nie przeszkadza życiowa nieporadność ich mężczyzn.
Nie mówię już nawet o tym, że ten wspaniały współczesny mężczyzna ma uczyć jak żyć i chronić się przed niebezpieczeństwem SYNÓW (widocznie ma to robić podczas gdy żona uczy córkę jak się skromnie ubierać i tkać). Gość ma problem z tymi kobiecymi i męskimi rolami. Jeśli założymy, że każda czynność wykonywana w domu/rodzinie ma swoją płeć, jak różowe i granatowe maszynki do golenia, to faktycznie mamy do czynienia z podłym reżimem, który chce ludzi wrzucać w "sprzeczne z naturą" role. Jeśli jednak mamy trochę rozumu (i godności człowieka) możemy przyjąć, że opieka nad noworodkiem nie jest czymś godzącym w godność ojca ani (poza karmieniem piersią) czymś z definicji kobiecym. Tak samo z gotowaniem i innymi pracami. Z tego co wiem, niezależnie od płci każdy musi jeść, czemu tylko połowa ma być w stanie to jedzenie przygotować?
Tak, skończyły się czasy mężnych wojowników i pracowitych zbieraczek dzikich marcheweczek. I warto się z tym pogodzić, a nawet z tego cieszyć. Bez zapewniania sobie przez pozbawionych konieczności zapasów z niedźwiedziami szablozębnymi mężczyzn protez poczucia wyższości nad resztą stworzenia (hurr durr to ja dbam o bezpieczeństwo tego domu i uczę mego syna jak kopać piłkę raz w miesiącu). Dorosłych ludzi powinno być stać na więcej godności.
A przez "alpha male shit" totalnie rozumiem przykręcenie obluzowanej śrubki i oczekuję za to pełnego wyżywienia i sprzątania.

I, co może wydać się szokujące, kobiety też są fizycznie i biologicznie w stanie naprawiać samochody, malować poręcze (Serio? To ma być jakiś macho wyczyn?) i instalować Windowsa. Tak samo jak chromosom Y nie uniemożliwia zmiany pampersa. Duma (czy inne dziwaczne powody i uprzedzenia), które uniemożliwiają i kobietom, i mężczyznom wykonywanie tych rzeczy gdy jest to potrzebne są wyłącznie ich własnym problemem.

Tuesday, June 30, 2015

Jak bardzo "100% cruelty free"?

Mamy tu zawiły problem. Co nie powinno być dziwne, bo każdy problem jest zawiły, a jeśli nie, to albo ignorujemy coś bardzo istotnego, albo tak naprawdę nie mamy do czynienia z problemem.
Oto stwierdzenie, na które mamy liczne i przekonujące dowody: jako dzieci naszej cywilizacji nieuchronnie mamy na rękach krew żywych istot, która jest ceną za nasz styl życia.
W żadnym razie nie chodzi mi o to, jak niektórzy mówią, że nie warto się w ogóle starać, bo i tak nic nie zmienimy. Możemy mieć na rękach trochę krwi albo dużo, możemy to być krew, której przelania nie mogliśmy uniknąć, bo ta cywilizacja była taka jaka jest bez naszej zgody zanim przyszliśmy na świat, ale może też być to krew przelana wyłącznie dla naszej zachcianki. Niektórym robi to różnicę, innym nie. Niektórym, którym robi to różnicę po prostu będzie smutno, inni poświęcą całe życie żeby ograniczyć swój udział w tym wszystkim. 
Miałam ostatnio do czynienia z oficjalnie najbardziej bezsensownym argumentem z kategorii "zawsze się trochę morduje". Pewien wegański sportowiec pochwalił się na facebooku Fairphonem - smartfonem produkowanym bez cierpienia i wyzysku. Pewien pan napisał:
Chłopie, a wiesz, że twórcą fb jest Żyd, a Żydzi ginęli w czasie Holokaustu? A wiesz, że codziennie pijesz wodę, a dzieci w Afryce umierają z powodu jej braku? (...) Daj sobie na luz
Komentarz uważam za zbędny. 


Różne (zamierzone i nie) akcje konfrontujące ludzi ze źródłem ich mięsa zwykle pokazują, że nie są oni zadowoleni z tej świadomości. I oczywiście "gdyby rzeźnie miały szklane ściany wszyscy bylibyśmy wegetarianami". Kwestie etyczne dotyczące zabijania zwierząt są w dużej mierze relatywne, jak wszystkie takie kwestie. Akurat z mojego punktu widzenia taka świadoma ślepota jest mniej godną postawą niż refleksja nad konsekwencjami swoich wyborów. Z tej postawy wynika świadomość, że różne poświęcenia mające na celu ograniczenie cierpienia są słuszne, ale nigdy nie pozwalają na przyznanie sobie certyfikatu 100% cruelty free. Niestety jest to problem wielu wegetarian i wegan. Nazywają zjadaczy mięsa (lub, odpowiednio, nabiału itd) mordercami, będąc pewni swojego absolutnie nieskalanego sumienia. Działają zerojedynkowo - albo jesteś mordercą, albo moralnym przyjacielem natury, nie chcą przyjąć, że to dosyć płynne kategorie. Poczucie własnej moralności i wyższości nad tymi niemoralnymi jest tak przyjemne, jak i złudne. Jest kwestią dyskusyjną, czy faktycznie produkcja pokarmu dla osoby na diecie roślinnej w szerszej perspektywie powoduje śmierć większej ilości czujących istot niż produkcja mieszanej diety, jest jednak pewne, że rutynowo prowadzi ona do śmierci zwierząt. Tak samo jak produkcja wielu produktów codziennego użytku, która również jest związana z cierpieniem ludzi. 
Chcę bardzo wyraźnie podkreślić, że uważam, że noszenie koszulki fair trade jest lepsze niż takiej z oczywistego sweatshopu, uszystej rękami przymierającego głodem dwunastolatka. Problem zaczyna się gdy jej nosiciel zakłada swoją moralną wyższość nad innymi. Zresztą, możemy się nie przejmować co sobie myśli jakiś snob. Może to dotyczyć prawdziwego świata w inny sposób. W większej skali nie jest niestety pewne czy faktycznie ta koszulka sprawia, że dana osoba jest zupełnie bez winy. I czuje się zupełnie usprawiedliwiona, bez konieczności jakichkolwiek starań o mniej przepełniony cierpieniem świat, bez konieczności nawet refleksji, bo przecież ręce mam czyste.
Bezpiecznym etycznie wg. mnie rozwiązaniem jest nie oszaleć z wyrzutów sumienia, że żyjemy jak żyjemy, ale zawsze zakładać, że nasza obecność na Ziemi kosztuje więcej, niż jesteśmy świadomi. 
Myślącego człowieka raczej nie zszokuje informacja, że mięso robi się ze zwierząt, ale większa świadomość tego, jak to działa powinna pobudzić do myślenia (a to przecież nie zaboli).
Jedna z osób, która bierze udział w tym nagraniu mówi "pewnie to doświadczenie nie sprawi, że przestanę zupełnie jeść mięso, ale na pewno będę więcej o tym myśleć".
Kiedy jadłam dzika, którego zastrzeliła bliska mi osoba, po wysłuchaniu szczegółowego opisu tego, co miało miejsce zanim pyszna karkówka znalazła się na moim talerzu, miałam okazję pomyśleć o tym konkretnym odyńcu, który biegał sobie po lesie, żył swoim życiem i pewnego dnia dostał jedną śmiertelną kulkę. Skupiłam się bardziej na fascynacji i szacunku niż strachu i wstręcie, nie pozwoliłam też tej świadomości skulić się gdzieś z tyłu mojej głowy. Niekoniecznie z tego powodu jem zdecydowanie mniej mięsa niż wcześniej i nie wykluczam, że zrezygnuję z niego zupełnie. Ale hej, świadomość to złożona rzecz.

Sunday, June 21, 2015

Gdyby logika światopoglądowych debat obowiązywała wszędzie

Przy stole
A: Zaraz... Czy ty jesz rybę nożem i widelcem?
B: Tak, zawsze tak mi się wygodnie jadło.
A: Ale rybę trzeba jeść dwoma widelcami. Tak jest w mojej książce o manierach.
B: Wiem, ale akurat nie uczyłam się z twojej książki o manierach. Chcę sobie zjeść mojego dorsza jak każdy przy tym stole, tylko nożem i widelcem. Nie będę nikomu przeszkadzać w używaniu samych widelców.
A: Przecież tu są dzieci! Jeszcze pomyślą, że tak można jeść! Jak musisz, to jedz sobie czym chcesz, ale u siebie w domu jak nikt nie patrzy.

W kawiarni
A: Przepraszam, moja kawa jest zimna.
B: I z tego powodu przychodzi pan narzekać? Inni dostali ciepłą kawę.
A: Wiem, ja też bym chciał napić się ciepłej kawy. Czy mógłbym dostać ciepłą kawę?
B: Inni dostali ciepłą i nie przychodzą z zażaleniem! 

 W sklepie
A: O, tam jest papier toaletowy.
B: Ale musimy kupić chleb.
A: Została nam tylko jedna rolka w domu.
B: CZY NIE ROZUMIESZ ŻE SĄ WAŻNIEJSZE SPRAWY NIŻ PAPIER
A: Wiem, ale nie możemy kupić jednego i drugiego?
B: TAM JEST CHLEB. PRZYSZEDŁEM PO CHLEB.
A: Ok, to ja pójdę po papier i spotkamy się przy kasie.
B: CZEMU MÓWISZ O PAPIERZE SKORO SKOŃCZYŁ SIĘ CHLEB. CHCESZ ŻEBYŚMY UMARLI Z GŁODU

W czyimś domu
A: Czemu nie słuchasz Budki Suflera.
B: Wolę inną muzykę, tato.
A: Ale wszyscy w tej rodzinie od zawsze słuchają Budki Suflera. To nasza tradycja.
B: Wiem, ale zacząłem słuchać innej muzyki i po prostu bardziej mi się podoba.
A: Nie rozumiesz, że przez ciebie nasza rodzina już nie będzie taka sama?
B: I tak nie będzie, tato. Jesteśmy w każdym pokoleniu trochę innymi ludźmi.
A: NIE BĘDZIE ZGODY NA PROMOWANIE INNEJ MUZYKI NIŻ BUDKA SUFLERA

Również w czyimś domu
A: Musimy przestać zostawiać mokre buty koło drzwi. Parkiet zaczyna się wypaczać od wilgoci.
B: I co, sugerujesz, że to z naszej winy się wypacza? Przecież w tym domu już ktoś mieszkał przed nami i w salonie też był trochę wypaczony.
A: Ale teraz my tu mieszkamy i szkoda, żeby podłoga się zniszczyła.
B: Nic nie trzeba robić, parkiet wypacza się przez naturalne procesy, na które nie mamy żadnego wpływu. Albo to wina kogoś innego, ale na pewno ja nie mam z tym nic wspólnego.

Na stacji benzynowej
A: Przepraszam, ja i sporo innych ludzi chcemy parówki z materiału X, a mają państwo tylko z Y. Czy rozważylibyście może wprowadzenie parówek z X? Chętnie byśmy je kupowali.
B: MNIEJSZOŚĆ NARZUCA SWOJE PRAWA WIĘKSZOŚCI! MACIE JEŚĆ PARÓWKI Z Y ZBOCZEŃCY

Czy świat nie byłby żenujący, gdyby taka logika nim kierowała w tak prostych sprawach?
A nie, to ostatnie to akurat dosłowny przykład. 

Przedostatni inspirowany po części tym: