Przykład 1 (błahy)
Laska na swoim blogu pisze o warsztatach, na których była. Podaje wszelkie detale. W komentarzach ludzie mnożą pytania "gdzie się odbyły?" "ile kosztowało?" "kto organizował?" zamiast po prostu poświecić minutę na przeskanowanie tekstu i wyciągnięcie z niego informacji, które widocznie są im potrzebne.
Moja diagnoza: dla tych osób szkoła i praca musi być koszmarem. W sumie życie prywatne też. Poszukiwanie potrzebnych informacji powinno być podstawową umiejętnością nauczaną i wymaganą w szkołach i, bogowie mi świadkami, ta umiejętność jest niezbędna, żeby w ogóle robić cokolwiek konstruktywnego. Gdzie ludzie uczą się takiej bezradności i oczekiwania, że informacje będą im ręcznie podawane wprost do dzióbka?
Przykład 2 (poważny)
Artykuł dotyczący kwestii uszkodzonego płodu, którego nie abortowano w wyniku działań Chazana. Wynika z niego jasno, że po urodzeniu dziecko czeka góra kilka dni życia. W komentarzach roi się od oburzenia "CZY CHAZAN ADOPTUJE TO DZIECKO I BĘDZIE JE LATAMI REHABILITOWAŁ?". Cóż, może osoby zdolne do komentowania w tak bezmyślny sposób mogą uwierzyć, że brak mózgu faktycznie da się LATAMI REHABILITOWAĆ, ale wystarczyłoby dotrzeć do bardzo oczywistego zdania w komentowanym tekście, żeby pozbyć się wątpliwości.
Moja diagnoza: kimkolwiek jesteś, zwłaszcza, jeśli chcesz sprzeciwiać się czemuś, nie bądź ignorantem w tak oczywisty sposób, nie ma szans obronić swoich racji, jeśli wyrażamy je wobec sprawy, której poznaniu nie poświęciliśmy nawet pięciu minut.
DOCIERAMY DO POMYSŁU WŁAŚCIWEGO
A oto moje rewolucyjne rozwiązanie problemu. Za każdym razem, gdy ktoś wrzuca w internety wideo dłuższe niż vine albo tekst dłuższy niż tweet, musi udostępnić graficzne streszczenie materiału dedykowane ignorantom. Streszczenie musi zawierać zdjęcie koteczka, które wyzwoli trochę relaksujących neurostymulantów oraz najwyżej 6 słów określających sposób, w jaki można się do materiału odnieść w komentarzach, jeśli nie jesteśmy w stanie przezeń przebrnąć w normalny sposób.
No comments:
Post a Comment