Tuesday, November 4, 2014

You have (n) not yet installed updates on your mind

Wiadomo, nie ma nic gorszego niż farbowany lis. Ktoś, kto zmienił swoje poglądy, już na wieki nie jest godny zaufania. Konserwatyści cenią sobie ludzi, którzy nie tylko bez wprowadzania zmian kultuwują te same poglądy co we wczesnym dzieciństwie, ale najlepiej tym samym przedłużają trwającą od pokoleń tradycję rodzinną. Podważa się autorytet polityka/naukowca/działacza, który na przestrzeni lat zmienił akieś fundamentalne założenie w swojej pracy.
Jaką właściwie wartość reprezentuje taka stałość?

Sztuczne Fiołki
Konsekwencję, coś bardzo cenionego w kulturze Zachodu (ale Wschodu już nie tak bardzo).
I lojalność. Cecha ta jest ceniona ponad uczciwość i wierność faktom zwłaszcza przez konserwatystów.
Czy tylko mnie niepokoi, że ktoś woli ufać ludziom, którzy pozostają wierni np. ideologii wbrew wszystkiemu? Nie mogę nie traktować takiego podejścia jako bardziej ignoranckiego, po prostu mój umysł się buntuje. To się wiąże ze ślepym wykonywaniem rozkazów, ograniczeniem pola do dyskusji i z brakiem autorefleksji, tak samo jak refleksji nad posiadaną wiedzą/poglądami.
Szczerze wierzę, że świat byłby zdecydowanie mniej okropnym miejscem, gdyby ludzie częściej dla zwykłej higieny kontrastowali swoje przekonania z innymi punktami widzenia i więcej wnikali w źródła przyswajanych faktów. To proste, byłoby dzięki temu mniej radykałów, a nieważne jaka to postawa; radykał to zawsze katatrofa.
Traktuję to jako taką regularną kalibrację. Nie zmieniam z dnia na dzień opinii o 180 stopni, nie staję się szowinistką, bo przeczytałam artykuł jakiejś konserwatystki. Ale dzięki temu mam przynajmniej nadzieję, że unikam popłynięcia z prądem ku karykaturze np. feminizmu i nie łykam odruchowo wszystkiego ze stosownymi etykietkami ("jest lewackie, więc MUSZĘ się zgodzić").

Problemem z konstruktywnym podejściem do własnej wiedzy i poglądów jest nie tylko strach przed utratą wiarygodności w czach zwolenników bezwzględnej lojalności. To też sprawa dysonansu poznawczego (i tu włącza się mój belferski duch) i będę go z wami wałkować, aż obudzeni w środku nocy powiecie co (między innymi) jest źródłem zła i ignorancji na tym świecie. Stary, dobry dysonans poznawczy. Jest niemiły. Nie tylko wymaga stawieniu czoła zmianom we własnym umyśle, ale też przed innymi.

Niby czemu ludzie (w komentarzach), którym fachowiec tłumaczy, czemu należy obalić mit przelewania piwa i kropek na spodzie puszek idą w zaparte, że to, co ktoś kiedyś im powiedział jest bardziej wiarygodne? Bo już opowiedzieli to kolegom jako ciekawostkę. Mieliby teraz sprostować kiedy ktoś na imprezie się na nich powoła w tej kwestii? Już lepiej okłamać siebie na tyle skutecznie, żeby wyprzeć argumenty przeciw.

Update to dobre wyjście. Jasne, nie każda kolejna wersja jest lepsza od poprzedniej, ale właśnie dlatego lepiej żadnej nie uznawać za ostateczną. Ostatecznie, trzeba było się przemęczyć po dobrym XP z Vistą, żeby cieszyć się Windows 7.

No comments:

Post a Comment